Felieton: „Kibic wizytówką klubu”
„Kibic wizytówką klubu”, więc „wolność Tomku w swoim domku”!
Po wielu miesiącach tułaczki kibice wrócili do domu – na Reymonta 22. Chociaż stadion nie jest jeszcze w całości oddany do użytku, niewątpliwie nawet jego ½ cieszy sympatyków Wisły. Wydawałoby się – wreszcie koniec problemów, w końcu każdy kibic będzie zadowolony z czasu spędzanego na meczu. Nic bardziej mylnego!
Po powrocie na Reymonta pewne problemu dopiero zaczęły powstawać, niektóre szczególnie się uwypukliły. To nie jest już stary stadion, z odrapanymi trybunami, wyblakłymi krzesełkami, napisem „Kibic wizytówką klubu” na jednej z wież. Zamiast tego mamy nowe – na większości trybun „kinowe” - krzesełka, nowoczesne zaplecza, porządne łazienki zamiast Toi-toi, przedmeczowe atrakcje w postaci malowania twarzy, występów akrobatycznych, a nawet ochroniarzy-stewardów – właśnie oni mają służyć kibicom, dbać o ich komfort podczas przebywania na stadionie. Tylko czy aby na pewno tak jest?
Piętro sektora E, ponad godzina do meczu, na stadionie jeszcze niewielu kibiców. Za to ochrona - oczywiście w komplecie, śledzi uważnie każdy ruch fanów. Wielu kibiców zaraz po wejściu na dany sektor, szczególnie kiedy jest na nim po raz pierwszy, chce pochodzić, pooglądać, spojrzeć w dół, stanąć przez moment na balkonie. Ale nie, oczywiście jest to zabronione! Ochroniarz od razu podchodzi do takiego delikwenta i każe zająć mu swoje miejsce. Powtórzę: na ponad godzinę przed pierwszym gwizdkiem! Tak samo dzieje się już w trakcie spotkania: na sektor E przychodzi wielu dorosłych, którzy zabierają ze sobą swoje dzieci czy wnuki. W związku z tym, że osoby do 12. roku życia wchodzą na stadion za darmo, dzieci te nie mają swoich biletów, a co za tym idzie – przypisanych konkretnie miejsc. Dwunastoletni chłopczyk nie jest już takim malcem a nie oszukujmy się – w rzędach nie ma za wiele miejsca. Dlatego te dzieci chętnie stałyby albo na samym dole sektora, albo na balkonach. Co wtedy robią sławetni stewardzi? Oczywiście podchodzą do dziecka i każą mu wracać do opiekunów. Jeśli jakiś rodzic lub dziadek jest bardziej stanowczy, sprzeciwia się ochroniarzowi i po kłótni dziecko zostaje tam, gdzie stało. Tylko że kibic, zamiast napawać się widokiem czerwieniących się trybun czy akcji na murawie, musi użerać się z upierdliwym stewardem.
Z założenia ochrona ma zapewniać bezpieczeństwo podczas meczu oraz ułatwiać życie osobom chcącym go obejrzeć. Niestety, nierzadko zdarza się, że ochrona nadużywa swoich przywilejów, już od samego przekroczenia stadionowych bramek. Od kibiców wymaga się wiele, a od ochroniarza? Panowie i panie rzekomo strzegący przepisów prawa sami je łamią, nie mając widocznych imiennych identyfikatorów ze zdjęciem. A spróbuj tylko zwrócić im uwagę! Pominę już inne zachowania pracowników agencji ochrony, którzy nie raz i nie dwa zachowywali się w stosunku do kibiców, delikatnie mówiąc, niekulturalnie, bo to już temat-rzeka.
Pamiętam jeszcze czasy starych sektorów A i B. Z perspektywy czasu wspominam je z sentymentem. Jako mała dziewczynka właśnie na nich zaczynałam swoją „kibicowską przygodę”, coraz bardziej wczuwałam się w wiślackie klimaty. Chociaż były to sektory stricte piknikowe, nie przypominam sobie sytuacji, żeby ktoś komuś kazał usiąść na wyznaczonym miejscu, czy odsłonić mu bo nie widzi połowy boiska. Kto chciał stać – szedł na samą górę lub na balkon, inni siedzieli. I nie miało miejsca upominanie ze strony ochrony (której w ogóle na sektorze nie było), ani ze strony innych kibiców. Czasy i pokolenie Wiślaków chyba tak bardzo się nie zmieniło, wychodzi natomiast na to, że kibicowskie obyczaje nie przypominają już tych z dawnych lat. Zewsząd słyszy się, że w Polsce na trybunach chce się stworzyć „drugą Anglię”. Może jednak najpierw warto zacząć wzorować się na Anglii w kwestii poziomu piłkarskiego polskich drużyn? Rządzący polską piłką nożną, klubami i innymi organizacjami sportowymi muszą pamiętać, że bez kibiców oni nie mieliby racji bytu.
Warto więc dać sympatykom futbolu trochę wolności i nie przyklejać im z góry łatki „chuliganów” i „kiboli”, co zdarza się bardzo często. Ochroniarze czy stewardzi powinni w końcu zacząć pomagać, a nie irytować swoim zachowaniem, kibicom nie powinno się narzucać konkretnych zachowań, tylko dać im ponieść się stadionowemu klimatowi. Tak, aby hasło „kibic wizytówką klubu” było nadal aktualne i kojarzyło się rozemocjonowanym tłumem fanów, a nie grupą niereagujących na piłkarskie rozgrywki manekinów z kamiennymi twarzami.
Autor: Patka
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
Brak komentarzy
Statystyki serwisu
Uzytkowiników online: 0
Na stronie przbywa: 21 osób
Ostatnia galeria
Video















